Medyczne dochodzenie

November 5th, 2008

Tajemnicza śmierć Mozarta i niecodzienne okoliczności pogrzebu były tematem domysłów i^ekulacji przez dwa stulecia. W 1966 r. szwaj­carski lekarz Carl Bar odrzucił pierwotną dia-„ostrej postaci tyfusu brzusznego”. Opie-: się na świadectwach lekarza Mozarta, dok-Nicolausa Closseta, Bar zasugerował, iż przyczyną śmierci kompozytora był ostry gościec rowy - ciężka choroba niezakaźna objawiają-

ca się bolesnym zapaleniem stawów. W 1984 r. inny lekarz, Peter J. Davies, opublikował jeszcze dokładniejszą analizę stanu zdrowia Mozarta i przebiegu jego ostatniej choroby.

W 1762 r., kiedy sześcioletni Mozart zagrał swój pierwszy koncert i zaczął komponować, za­padł na paciorkowcową infekcję górnych dróg oddechowych. Skutki takiego zakażenia mogą być odczuwane przez wiele miesięcy, a nawet lat. W konsekwencji chłopiec cierpiał na różne cho­roby: zapalenie migdałków, dur brzuszny, ospę, zapalenie oskrzeli i żółtaczkę. W 1784 r., 3 lata po przyjeździe do Wiednia, kompozytor ciężko zachorował. Męczyły go wymioty i ostre zapale­nie stawów.

Podsumowując analizę problemów zdrowot­nych Mozarta, doktor Davies za powód jego śmierci uznał połączenie kilku schorzeń: infekcji paciorkowcowej nabytej w dzieciństwie, niewy­dolności nerek wywołanej alergiczną nadwrażli­wością znaną jako zespół Schónleina-Henocha, wylewu krwi do mózgu oraz śmiertelnego zapa­lenia oskrzeli i płuc. Ubocznymi skutkami nie­wydolności nerek jest m.in. depresja, zmiany osobowości i zaburzenia świadomości, którymi można by wytłumaczyć chorobliwe przeświad­czenie Mozarta, iż ktoś próbuje go otruć i że nie dokończone Requiem zostało zamówione przez kogoś na jego własny pogrzeb.

Pogrzeb bez świadków

November 5th, 2008

Konstancja postanowiła wyprawić mężowi jak najtańszy pogrzeb, po jego śmierci znalazła się bowiem w trudnej sytuacji materialnej. Po poludniu, 7 grudnia o godzinie 14.30, zwłoki Mozar­ta przewieziono do katedry św. Stefana, gdzie garstka żałobników wysłuchała w bocznej kapli­cy modlitwy księdza. Jak niesie wieść, z powodu padającego śniegu z deszczem nikt ze zgroma­dzonych nie zdecydował się towarzyszyć kompo­zytorowi w drodze na oddalony od katedry o go­dzinę marszu cmentarz św. Marka. Dlatego nie wiadomo, w którym miejscu ciało kompozytora zostało złożone do zbiorowego grobu. W rzeczy­wistości 7 grudnia niebo nad Wiedniem było po­godne, choć nieco zamglone - jak zanotował pe­wien kronikarz.

Konstancja nie postawiła pomnika w miejscu wiecznego spoczynku męża. Dopiero w 1859 r. na cmentarzu św. Marka wzniesiono kompozytoro­wi marmurowy pomnik w miejscu, gdzie praw­dopodobnie został pochowany.

Zemsta masonów?

November 5th, 2008

W jakiś czas po śmierci Mozarta pojawiła się po­głoska, że kompozytor został zgładzony, ponie­waż w operze Czarodziejski flet ujawnił tajemni­ce masonów. 30 września 1791 r. w Wiedniu od­była się premiera tego alegorycznego dzieła, pod­czas której orkiestrą i śpiewakami dyrygował sam kompozytor. Opera została entuzjastycznie przyjęta przez krytyków i publiczność. Jednym z jej zwolenników był Salieri, który, towarzysząc kompozytorowi w drodze na kolejne przedsta­wienie, powiedział, że nigdy nie widział „tak pięknego i przyjemnego spektaklu”.

Choć niektórzy masoni - towarzysze Mozarta - mogli być zaskoczeni tematyką Czarodziejskie­go fletu, kompozytor oraz autor libretta Emma­nuel Schikaneder chcieli za pośrednictwem tej opery rozpowszechnić w społeczeństwie ideały tajnego stowarzyszenia: męstwo, miłość i brater­stwo. Całość potraktowali z życzliwością, należ­nym szacunkiem i szczyptą pogodnego humoru.

Nie urażeni operą wiedeńscy wolnomularze zamówili u Mozarta kantatę, która powstała w ciągu kilku dni między premierą Czarodziej­skiego fletu a początkiem śmiertelnej choroby kompozytora. Wkrótce po jego śmierci wielki mistrz loży, do której należał Mozart, oddał mu honor, nazywając go „najbardziej uwielbianym i zasłużonym jej członkiem”, jego zaś odejście -„niepowetowaną stratą”. W 1792 r. wiedeńscy wolnomularze zorganizowali koncert, na którym wykonano ową kantatę, a dochód z koncertu przeznaczono dla żony i synów Mozarta.

Mężowska zazdrość

November 5th, 2008

Innym domniemanym mordercą genialnego mu­zyka mógł być Franz Hofdemel, jego „brat” z lo­ży masońskiej, którego młodą i atrakcyjną żonę Magdalenę Mozart uczył gry na fortepianie. Kil­ka dni po śmierci kompozytora Hofdemel rzucił się z brzytwą na swą brzemienną żonę, okrutnie pokaleczył jej twarz, szyję i ramiona, po czym po­pełnił samobójstwo. Magdalena przeżyła ten atak i pięć miesięcy później urodziła dziecko,

Wolfgang Amadeusz Mozart rywalizował z Włochem Antonio Sałierim (powyżej), cenionym nadwornym kompozytorem cesarza Józefa II. Jego niegdyś popu­larna muzyka jest obecnie rzadko wykonywana.

którego ojcem - jak głosiła plotka - był Mozart. Starsza siostra Mozarta Maria Anna powiedzia­ła kiedyś, że jej brat udzielał lekcji młodym ko­bietom jedynie wówczas, gdy był w nich zako­chany, a pruderyjny Ludwik van Beethoven jesz­cze wiele lat po śmierci Mozarta nie chciał grać w obecności Magdaleny, ponieważ „między nią a zmarłym kompozytorem istniała nazbyt in­tymna więź”. Z opinii współczesnych oraz z za­chowanych listów można jednak wnioskować, iż Mozart był bardzo oddany Konstancji i nic nie wskazuje na to, aby utrzymywał pozamałżeńskie związki. Znamienny jest też fakt, iż cesarzowa Maria Luiza osobiście zainteresowała się losem Magdaleny, czego z pewnością by nie uczyniła, gdyby pogłoska o tym, że Mozart był ojcem jej dziecka, miała być prawdziwa.

Zazdrość Salieriego

November 5th, 2008

Zaledwie pięć lat starszy od Mozarta 24-letni An­tonio Salieri został w 1774 r. nadwornym kom­pozytorem cesarza Józefa II. Kiedy 7 lat później Mozart przyjechał do Wiednia, cieszącego się wielkim szacunkiem arystokracji i wymagają­cych wiedeńskich melomanów, Włocha uważano za pierwszego muzyka austriackiej stolicy. Salie­ri był kompozytorem bardzo płodnym i tworze­nie muzyki przychodziło mu z łatwością. Miał też wspaniałych uczniów, takich jak Beethoven, Schubert i Liszt. W Mozarcie szybko zauważył groźnego rywala, geniusza, któremu nigdy nie dorówna talentem. Mało kto w Wiedniu nie do­strzegał zazdrości Salieriego o Mozarta, ten zaś nie krył pogardy dla włoskiego muzyka.

Salieri dożył dnia, kiedy w 1824 r. cały Wiedeń świętował 50. rocznicę nadania mu tytułu na­dwornego kompozytora. Ale rok wcześniej uczy­nił zaskakujące wyznanie. W październiku 1823 r. uczeń Beethovena, niejaki Ignaz Mosche-

les, odwiedził starego Salieriego, który przeby­wał wówczas w podmiejskim szpitalu. Pochłonię­ty myślą o zbliżającej się śmierci Salieri, mogąc mówić tylko urywanymi zdaniami, dał słowo ho­noru, że „absurdalne pogłoski, jakoby miał otruć Mozarta, są absolutnie nieprawdziwe”. Wstrzą­śnięty Moscheles usłyszał, że owe pomówienia „to czysta złośliwość. Powiedz światu, że tak ci powiedział stary Salieri, który wkrótce umrze”. Miesiąc później Salieri próbował popełnić samo­bójstwo. Odwiedzający go podczas choroby mó­wili, że stary muzyk roił sobie, że jest odpowie­dzialny za śmierć Mozarta i koniecznie chciał wyznać ten grzech. Rok później zmarł.

Włoch Giuseppe Carpani, autor biografii Haydna, usiłował ratować honor swego rodaka. Odszukał lekarza, który badał Mozarta, gdy ten zapadł na śmiertelną chorobę, i uzyskał od niego diagnozę, że byi to ostry gościec stawowy. Gdyby więc Mozart został otruty, twierdził Carpani, po­winny istnieć jakieś dowody. „Próżne to docieka­nia, żadnych bowiem dowodów nie ma i nigdy nie uda się ich znaleźć”.

Po śmierci męża Konstancja posłała młodsze­go syna na lekcje do Salieriego. Zapytany, co są­dzi o pogłoskach, iż to nadworny kompozytor otruł ojca, syn odpowiedział, że Salieri nie zabił Mozarta, jednak „zatruł mu życie intrygami”. Salieri miał podobno powiedzieć, że przedwcze­sna śmierć Mozarta to wielka strata, choć zyska­li na niej inni kompozytorzy, gdyby bowiem żył dłużej, „nikt z nas nie zarobiłby nawet na skór­kę chleba”.

Requiem na własny pogrzeb

November 5th, 2008

Mając 6 lat, Wolfgang Amadeusz Mozart zaczął koncertować po Europie i komponować pierwsze utwory. Trzydzieści lat później, gdy byl u szczytu kariery, zmarł po krótkiej chorobie. A może został otruty?

Zofia Haibel, młodsza siostra Konstancji, żony Mozarta, długo miała w pamięci niezwy­kłe zdarzenie, którego by­ła świadkiem w pierwszą niedzielę grudnia 1791 r. Przygotowywała właśnie w kuchni filiżankę kawy dla matki. Czekając, aż ka­wa się zaparzy, Zofia pa­trzyła zadumana na pło­mień lampy oliwnej i my­ślała o chorym mężu swej siostry Konstancji, które­go odwiedziła poprzednie­go dnia. W pewnym momencie płomień zgasł „nagle i całkowicie, jakby przedtem w ogóle się nie palił - napisała później Zofia. - Na knocie nie pozostał nawet ślad żaru, mimo że, mogę przy­siąc, nie było żadnego powiewu ani przeciągu”. Ogarnięta strasznym przeczuciem czym prędzej pobiegła do matki, która poradziła jej, aby nie­zwłocznie udała się do domu Mozarta.

Konstancja z radością powitała przybycie sio­stry. Powiedziała jej, że Wolfgang ma za sobą nie przespaną noc i błaga szwagierkę, by z nim pozo­stała. „Ach, droga Zofio, jak to dobrze, że przy­szłaś - rzekł kompozytor. - Zostań tu i bądź przy mnie, gdy umrę dziś w nocy”. Mozartowi towa­rzyszył asystent Sussmayr, któremu muzyk da­wał wskazówki, jak ukończyć ostatnią kompozy­cję -Requiem. Wezwano księdza, potem lekarza, który zalecił przykładać zimne kompresy do roz­palonego gorączką czoła chorego. Około godziny 11.00 wieczorem Mozart stracił przytomność; 55 minut po północy już nie żył. Zmarł 5 grudnia 1791 r., dwa miesiące przed trzydziestymi szóstymi urodzinami. Przez prawie cały rok Mozart pracował niejszych zamówień. Ro­dzinie i znajomym wyda­wał się wyczerpany i spię­ty. Kiedy jednak 20 listopa­da postanowił nie wycho­dzić z łóżka, nikt nie przy­puszczał, że zmogła go śmiertelna choroba. Oto jak Georg Nikolaus Nis-sen, drugi mąż Konstancji, opisał początkowe objawy tego schorzenia w powsta­łej w 1828 r. biografii kom­pozytora: „Najpierw spu­chły mu dłonie i stopy, tak, że prawie nie mógł nimi poruszać; później dołączyły do tego gwałtowne wymioty. Była to ostra postać tyfusu brzuszne­go”. Ta diagnoza znalazła potwierdzenie w ofi­cjalnym rejestrze zgonów śródmieścia Wiednia.

Sam Mozart podejrzewał, iż ktoś czyha na je­go życie. Kilka tygodni przed śmiercią powie­dział Konstancji, że jest podtruwany: „Ktoś po­dał mi acqua toffana i dokładnie zaplanował czas mojej śmierci”. Ta bezwonna trucizna o powol­nym działaniu, powstała na bazie arszeniku, wzięła swą nazwę od Teofanii de Adamo, Włosz­ki, która w XVII w. sporządziła ową substancję i udostępniała ją potencjalnym mordercom. Mo­zart wierzył, że zamówione przez tajemniczą osobę Requiem było przeznaczone na jego wła­sny pogrzeb.

Jedna z berlińskich gazet 31 grudnia 1791 r. informowała o śmierci kompozytora i wątpliwo­ściach dotyczących jej przyczyny. „Ponieważ jego ciało puchło nawet po śmierci, ludzie myśleli, że został otruty”. Starszy syn Mozarta, Carl Tho­mas, wspominał, iż ciało jego ojca było tak spuchnięte i wydzielało tak nieprzyjemną woń, że zaniechano sekcji zwłok.

ta pozostały miękkie i elastyczne - co jest typo­we dla ofiar trucizny.

Komu mogło zależeć na śmierci kompozytora? Jego żona nie dawała wiary pogłoskom o otruciu Mozarta. Owa wersja przyczyny śmierci poszła więc szybko w zapomnienie, by po 30 latach rap­townie odżyć - i to za sprawą rywala, który miał powody, aby Mozartowi źle życzyć.

Wieloletni romans

November 5th, 2008

Po śmierci Amy zaczęły krążyć nieprzychylne plotki, sugerujące, iż Dudley miał z tym coś wspólnego. Królowa była zmuszona usunąć go ze swego otoczenia do czasu zakończenia dochodze­nia. „Jest tylko jeden sposób na odparcie owych niecnych pomówień, których zły świat zapewne mi nie oszczędzi - ujawnić całą prawdę” - napi­sał Dudley. Tylko jaka była prawda? Rywalka Elżbiety do korony, Maria Stuart, miała podobno powiedzieć: „Królowa Anglii ma zamiar poślubić swego koniuszego, który zabił własną żonę, by móc się ponownie ożenić!”

Elżbieta zarządziła żałobę. Po dwóch tygo­dniach odbył się pogrzeb Lady Dudley. Lord Ro­bert Dudley został oczyszczony z zarzutów i mógł powrócić na dwór. Niektórzy zaczęli go nawet uważać za przyszłego małżonka Elżbiety.

Czy Amy Robsart zmarła na skutek nieszczę­śliwego wypadku, czy też jej śmierć była przez kogoś spowodowana? Historia - podobnie jak prowadzone podówczas dochodzenie - skłania się raczej ku wersji, iż Lord Robert Dudley nie ponosi winy za śmierć żony. Lady Dudley choro­wała na raka piersi. W zaawansowanym stadium choroby często następuje przerzut nowotworu do kręgosłupa, powodując takie jego osłabienie, że nawet najmniejszy wstrząs może się zakoń-

czyć złamaniem karku. Przyczyną owej przed­wczesnej śmierci mogło więc być potknięcie na schodach.

Kiedy problem Amy Robsart został rozwiąza­ny, królowa mogła już wybierać między małżeń­stwem z Dudleyem a kontynuowaniem niefor­malnego związku. Wybrała tę drugą możliwość. Kilka lat później nadała Robertowi tytuł hrabie­go Leicester. Kiedy jednak chciał wykorzystać swą władzę na dworze królewskim, napotkał zdecydowany sprzeciw Elżbiety, która oświad­czyła: „Nikt poza mną nie będzie tu rządził”.

Dudley pozostał lojalnym sługą królowej przez następne trzydzieści lat, choć dwukrotnie nara­ził się na jej gniew, biorąc ślub z inną kobietą. Elżbieta przez większą część swego 45-letniego panowania trzymała w niepewności nie tylko Anglię, lecz także całą Europę. Jej małżeńskie plany pozostawały zagadką nawet wtedy, gdy nie była już zdolna urodzić dzieci. Pod koniec stule­cia nowym faworytem królowej został znacznie od niej młodszy Robert Devereux, hrabia Essex. Ale i on nie dostąpił zaszczytu poślubienia Elż­biety, a gdy podjął próbę przejęcia władzy, został aresztowany i stracony.

„Królowa panna”, jak ją nazywano, zmarła w 1603 r., niezamężna i bezdzietna. Tron po niej objął Jakub I, syn Marii Stuart.

Niewygodna Amy Robsart

November 5th, 2008

Na drodze do małżeństwa Elżbiety i Roberta sta­ła poważna przeszkoda - przystojny młody czło­wiek był żonaty. Dziewięć lat wcześniej Dudley poślubił Amy Robsart, jedyną córkę szlachcica z prowincji, spadkobierczynię znacznej fortuny. Wśród gości była na tym ślubie również Elżbie­ta, wówczas księżniczka, którą od objęcia tronu dzieliła bardzo daleka droga. Początkowo mał­żeństwo Roberta z Amy zdawało się być udane, Dudleya jednak coraz bardziej pociągało dwor­skie życie na zamku w Windsorze i jego młoda żona coraz więcej czasu spędzała na prowincji sama. Dzieci w tym związku nie było.

Kiedy o Dudleyu mówiło się już jako o kochan­ku młodej królowej, a być może nawet jej przy­szłym mężu, Amy rezydowała w posiadłości pod Oxfordem, ok. 80 km od Londynu. Razem ze służbą zajmowała apartament w Cumnor Hall, dawnym klasztorze, w którym mieszkały jeszcze dwie rodziny.

W niedzielę, 8 września 1560 r., spokój panują­cy zwykle w Cumnor Hall zakłóciły przygotowa­nia do wyjazdu na jarmark do pobliskiej wsi Abingdon. Lady Dudley dała służbie wolny dzień, aby mogła wziąć udział w uroczystościach, sama natomiast postanowiła zostać w chwilowo opustoszałym domu. Wróciwszy wieczorem do Cumnor Hall, służący z przerażeniem stwierdzi­li, że ich pani leży ze skręconym karkiem u stóp schodów prowadzących z jej pokoi do głównego holu.

Królewski trójkąt

November 5th, 2008

Królowa Anglii miała zaledwie 25 lat i była wymarzoną partią dla każdego europejskiego księcia. Przed dworem nie ukrywała faktu, iż jej wybrańcem jest Lord Robert Dudley. Na drodze do ślubu stały jednak poważne przeszkody. Czy królowa mogła je pokonać?

Zarówno dziadek, jak i ojciec Lorda Roberta Dudleya zostali straceni za zdradę, on jed­nak cieszył się względami królowej Elżbie­ty I, która wstąpiła na tron 17 listopada 1558 r.

Urodzeni tego samego dnia 25 lat wcześniej, Elżbieta i Robert przyjaźnili się już w dzieciń­stwie. Za panowania przyrodniej siostry Elżbie­ty, królowej Marii, Dudley sprzedawał swe posia­dłości, aby wspomóc wygnaną księżniczkę. Nic więc dziwnego, że jedną z pierwszych decyzji Elżbiety po dojściu do władzy było nadanie Ro­bertowi tytułu królewskiego koniuszego, co za­pewniło mu wysoką pozycję w dworskiej hierar­chii. Kiedy 11 dni później Elżbieta jechała ulica­mi Londynu, by objąć we władanie twierdzę To­wer, towarzyszył jej wysoki i urodziwy Dudley.

Wkrótce królowa obdarzyła go dalszymi łaska­mi. Dudley otrzymał od niej nieruchomości oraz przywilej eksportowania wyrobów z wełny bez płacenia cła. Został także namiestnikiem zamku w Windsorze i zarządcą tamtejszych lasów. Du­dley stale spędzał czas u boku Elżbiety, która wy­chwalała jego urodę i inteligencję i zażarcie bro­niła go przed jakąkolwiek krytyką. Kiedy otrzy­mała do rozpatrzenia listę osób proponowanych do służby za granicą, wykreśliła z niej nazwisko Roberta; niewątpliwie chciała, by pozostał na jej dworze. Wiosną 1559 r. hiszpański ambasador napisał w liście do domu, że Dudley cieszył się takimi względami królowej, iż mógł sobie na wiele pozwolić. „Podobno Jej Wysokość dniem i nocą odwiedza go w jego komnacie” - dodał.

Młoda królowa pragnęła wyjść za mąż i docze­kać się spadkobiercy. Jej ojciec, Henryk VIII, zgorszył własny naród i większość Europy swy­mi sześcioma małżeństwami, a kwestia sukcesji tronu po nim była bardzo zagmatwana. W ciągu 11 lat, jakie minęły od śmierci Henryka VIII, w Anglii panował najpierw jego jedyny syn, sła­bowity Edward VI, który zmarł w wieku 16 lat, potem jego nie lubiana starsza córka Maria, któ-

ra rządziła tylko przez pięć lat i nie zostawiła na­stępcy, a wreszcie Elżbieta I, córka drugiej żony Henryka VIII, nieszczęsnej Anny Boleyn.

Kawalerowie z całej Europy pospieszyli w kon­kury. Być może jednak Elżbieta, miast wchodzić w zagraniczne alianse, wolała angielskiego ka­walera? Jeśli tak, to któż byłby odpowiedniej­szym kandydatem niż Lord Robert Dudley?


maszyny do szycia - cheap designer handbags - Strona fanów Pingwinów - życzenia - Dobry kredyt hipoteczny - nawigacja - samotni - Kwiaty - Kredyty - kredyty gotówkowe - Pozycjonowanie - Łazienki - agencja modelek - najlepszy kredyt