Szkielety
November 5th, 2008W 1988 r., gdy w Związku Radzieckim zapanowała glastnost’, sensacyjne szczegóły śmierci carskiej rodziny mogły wreszcie ujrzeć światło dzienne. Były oficer dochodzeniowy milicji, a jednocześnie filmowiec, G. Riabow, na początku lat siedemdziesiątych zdołał dotrzeć do dzieci Jakowa Jurowskiego (zob. s. 92). Syn Jurowskiego dał Riabowowi nie ujawnioną wcześniej notatkę opisującą szczegółowo, jak pozbyto się ciał Romanowów. Z zapisków wynikało, że zwłoki rzeczywiście zostały pocięte na kawałki, a następnie wrzucone do szybu wraz z ręcznymi granatami. Eksplozja granatów nie spowodowała jednak zawalenia się szybu, więc Jurowski, w obawie, że nadciągający białogwardziści mogliby odkryć ciała, wydobył resztki zwłok na powierzchnię i przewiózł w inne miejsce.
Ta nowa informacja wstrząsnęła Riabowem, który, nie czekając na sprzyjający klimat polityczny, postanowił działać. Chciał utrzymać poszukiwania w tajemnicy, dlatego prowadził je nocą, kopiąc w miejscu, gdzie spodziewał się znaleźć szczątki zamordowanych. Pomagał mu miejscowy historyk, a zarazem geodeta, który wspinał się na drzewa, aby z góry dostrzec ślady dawnej drogi, po której kilkadziesiąt lat wcześniej jechała ciężarówka z ciałami. Wreszcie mężczyźni natrafili na pierwsze kości. Wiele lat później Riabow opisał moment znalezienia „tych czarnozie-lonych kości, miejscami przeżartych przez kwas; w jednej z czaszek był otwór po kuli”.
Wyniki swych poszukiwań Riabow opublikował w 1988 r., jednak na ich oficjalne potwierdzenie trzeba było poczekać jeszcze trzy lata. W lipcu 1991 r. rosyjscy archeolodzy przeprowadzili prace wykopaliskowe we wskazanym miejscu i odkryli dziewięć szkieletów. Pięć z nich należało do członków tej samej rodziny - Mikołaja, Aleksandry i trojga ich dzieci. Cztery pozostałe były szczątkami doktora Botkina i trojga służących.
W sukurs badaczom przyszła współczesna nauka. Za pomocą technik komputerowych zdołano dopasować czaszki do fotografii ofiar, porównano też kody genetyczne DNA zawarte w znalezionych tkankach z próbką krwi pobraną od księcia Filipa z Anglii, którego babka ze strony matki była siostrą babki carycy Aleksandry. W czterech wypadkach wystąpiła pełna zgodność badanych kodów, co pozwoliło na stwierdzenie, że są to szkielety Aleksandry i jej trzech córek. W 1993 r. ze stuprocentową pewnością zidentyfikowano czaszkę Mikołaja.
Nadal nie ma odpowiedzi na pytanie o los Aleksieja i Anastazji. Czy ich ciała uległy kompletnemu zniszczeniu? Czy też dzieci zdołały w jakiś sposób uciec? Być może rosyjska ziemia wyda jeszcze kiedyś ich szczątki.